Po roku nie bałam się, że pije, kiedy spóźniał się z pracy. Najtrudniejsze tak naprawdę są zmiany schematów zachowań z obu stron. Kiedy poszłam na terapię, mój mąż widział, że to już nie przelewki, że ja już nie dam się nabrać na to jego: „dzisiaj ostatni kieliszek, od jutra nie piję”. Chciałam się zabić, bo mój mąż pije; Chciałam się zabić, bo mój mąż pije. Ewa Bochenko. 20 stycznia 2017, 13:40 5. Współuzależnienie to nie choroba, ale wymaga wsparcia Przymusowa terapia jest mniej skuteczna bowiem chory nie wykazuje chęci leczenia, a jego obecność w ośrodku odwykowym nie jest dobrowolna. Dlatego też, po zakończeniu terapii alkoholik wraca do nałogu. Nierzadko bywa również tak, że po wyjściu z ośrodka alkoholik pije przez długi czas aby „nadrobić” stracony czas abstynencji. Mój mąż coraz więcej pije teraz zaczął 5 piw dziennie pić. W weekend to pije o wiele więcej , on nie widzi w tym nic złego uważa , że to ja przesadzam. Obiecuje , że przes Tak się jednak nie dzieje – w rzeczywistości uzależniony pije jeszcze więcej, ponieważ swoim działaniem partner / współmałżonek nieświadomie wspiera jego nałóg. Niemniej jednak, skupiając się na kontrolowaniu zachowań bliskiego uzależnionego, zdejmuje z siebie odpowiedzialność za potomstwo, którymi nikt się nie troszczy. 🎧 Słuchaj na Spotify: https://open.spotify.com/episode/4YNnh79MGieT26QFOEkdoXPaulina Danielak o sobie: Z ust klientów często słyszę, że w trakcie naszej wsp mój mąż nie tyka wódki od ok 10 lat. na naszym ślubie nie mielismy żadnej wódki, lecz szampana, piwo i wino. Mąż pije głównie ciemne piwo lub single malt whisky. Jego przyjaciel To grupy samopomocowe dla osób, które borykają się z problemem alkoholowym bliskiej osoby. Mam nadzieję, że pod Pani określeniem "nieciekawa sytuacja w domu" nie kryje się dodatkowo problem przemocy. Jeśli tak jest proszę szukać w tej sprawie pomocy. Pani poczucie bezpieczeństwa jest teraz najważniejsze a przemoc je zabiera. Mój mąż też alkoholikiem, nie pije od roku. Czytałam Twój post, jego treść wskazuje jak bardzo jesteś współuzależniona. Robisz dosłownie wszystko aby on pił, wręcz przeszkadzasz mu w trzeźwieniu!!! Tak, Tak!!! Przeszkadzasz, chronisz, pozbawiasz go odpowiedzialności za własne u a co do problemu to chyba sama nic nie zdzialasz. u mnie w rodzinie ta osoba musiala sama poprostu przejzec na oczy i sie opamietala, jak jeszcze nie bylo za pozno. nie pije juz 7 lat a ja jestm dumna jak nie wiem co. chociaz jak na weselu widzialam jak popijal drobne lyczki to az sie nogi pode mna uginaly. na szczescie juz nie smakowalo tak QqPiqe. Witam. Jestem z mężem w związku już kilkanaście lat, wyjechałam z rodzinnych stron praktycznie pół Polski dalej, także do mojej rodziny jeżdżę tylko raz w roku z racji odległości bo niestety taka podróż kosztuje. Moja mama jest biedna osobą, dlatego też nie chciałabym tam nigdy wracać klepać biedę dalej, nie ma tam perspektyw na życie, ale do sedna. Mam męża, która wyniszcza mnie psychicznie, w ogóle nie docenia. Ja od lat mam stałą pracę, choć obecnie jestem na wychowawczym, mąż jest kierowcą na międzynarodówce. Pracuje w systemie 2 na 1 czy 2 tyg w trasie, tydzień w domu. Fizycznie w tej trasie jest przeważnie krócej niż 2 tyg. Kiedy przyjeżdża do domu, oczekuje ode mnie wszystkiego, że mu wypiorę, ugotuje itp itd oczywiście wszystko robię bo korona mi z głowy nie spadnie. Natomiast on nie garnie się do niczego, ani przy dziecku nie pomoże, ani w domu. Dodam, że mamy drugie dziecko też w wieku szkolnym. Całymi dniami siedzi i albo gra w jakieś idiotyczne gry, czołgi, kombajny, czy gierki na fb, ogląda debilne standupy, ogląda seriale. Wszystko spoko gdyby to było czasem, rozumiem, że też chce odpocząć, mieć czas dla siebie. Ale on robi to nagminnie, tylko ogląda, gra, pije piwo i wyklina. Jak przegra w grę to tylko wyklina i wali w stół, straszy mi dziecko, nic nie pomaga, zostawia ogromny syf. Ja się czuje jakbym miała trójkę dzieci, źle traktuje mnie i dzieci ciągle wyśmiewa, robi na złość, jestem 10lat młodszą więc traktuje mnie jakbym była tepa, gorsza od niego. Dlatego na początku wspomniałam o matce bo chętnie bym się wyniosła od niego ale nie mam dokąd, do mamy nie wrócę a tutaj nie mam nikogo. I też nie chce córki odcinać od przyjaciół, ma blisko do szkoły że może iść pieszo sama (3kl), ja do pracy wracam za rok. Naprawdę mam wszystkiego dosyć, a teraz jest najgorzej bo ciągle mówi że chętnie się zamieni, że będzie sobie siedział w domu i nic nie robił (jego tekst) z tym, że ja wrócę do pracy i nadal po pracy wszystkie obowiązki będę wykonywać sama bo on ma mnie, na dom i na dzieci wywalone. Brak mu szacunku do mnie totalnie. Nie wiem co robić , może ktoś doradzi. Witam, mieszkam u swego partnera, jesteśmy razem 8 lat. Nie wiem co robić, bo on twierdzi, że mnie kocha, ale nie chce się ze mną ożenić - sugeruje mu to już od lat. Teraz zastanawiam się czy odejść, ponieważ podejrzewam, że pije co dziennie alkohol. Zaczęło się od 2-3 piw dziennie - gdy mu zwracałam uwagę, powiedział mi, że będzie pił piwo, bo lubi i mu tego nie zabronię. Odkąd z nim mieszkam znajduję czasami w domu butelki po wódce, a widząc go co dziennie mam wrażenie, że jest "chycony". On twierdzi, że nie pije i wkurza się, gdy mu zwracam uwagę i pytam, czy potrzebuje pomocy. Twierdzi, że nie jest alkoholikiem. W ostatnim czasie zrobił się bardzo agresywny i nerwowy. Gdy ogląda telewizor mam być cicho i nie przeszkadzać. Nie wolno mi przechodzić przez pokój, gdy on ogląda TV, bo się strasznie wkurza. Denerwuje go, gdy włączam pralkę - bo jest straszny hałas. Raz powiedział, że wypi..rdoli w końcu tę pralkę, bo tak głośno chodzi. Pyta się często czy mam kogoś, bo ostatnio zostaję dłużej w pracy (mamy gorący okres i nie wyrabiam z robotą) i jeżdżę czasami na szkolenia i to dla niego jest dziwne i podejrzane. Nie odzywał się do mnie przez tydzień, kiedy poszłam na 2 godziny popołudniu odwiedzić koleżankę. Wydarł się na mnie, kiedy mu powiedziałam, że idę na pogrzeb ojca koleżanki z pracy (bo po co tam idę, jak jest sobota i w domu jest dużo roboty) itd itp - możnaby wymieniać. Co dziennie zwracam mu uwagę, że jest pijany, a on się mnie pyta co się ze mną dzieje, że się zmieniłam, że jestem dla niego chamska i traktuję go z góry. Ciągle się awantury - ja jestem w stosunku do niego w porządku i naprawdę delikatnie mu zwracam uwagę i na dodatek oferuję pomoc w leczeniu. On oczywiście nie widzi problemu w sobie, a jedynie we mnie. Mówi, że ja wszystko psuję, że się zmieniłam itd. Na poczatku nalegał na ślub, a teraz śmieje się, gdy o tym pytanie: czy faktycznie to po mojej stronie leży wina, że źle między nami się układa , czy on mną manipuluje ? Często odczuwam taki wewnętrzny niepokój, boję się przy nim odbierać telefony i mówić mu o pewnych rzeczach, bo nie wiem jak zareaguje. Czy on stosuje wobec mnie terror psychiczny i sprawia, że to ja czuje się wszystkiego winna? Co robić, bo mi odechciewa się żyć. Moje dzieciństwo było straszne i zawsze marzyłam o założeniu normalnej rodziny. Mam prawie 29 lat i chyba żadnych szans na normalne życie. Wszyscy w tym wieku powychodzili już za mąż, zostanę chyba sama do końca życia albo będe się bała odejść od mojego obecnego partnera i moje życie będzie gehenną. Co robić? Palnąć sobie w łeb? Witam. Mam 23 lata, jestem w związku z mężem od 6 lat, po ślubie 4 lata. Nasze problemy, spięcia, kłótnie zaczęły się od zaciętego zainteresowania pornografią przez męża. Nieustannie znajdowałam w komputerze przerażająco wielkie ilości obrzydliwych filmów porno. Potem maskował się, kłamał, oszukiwał, przyznawał się do błędu, chciał podjąć nawet terapię, ale to tylko były puste słowa. Potem pojawiły się dziwne HUMORY. Był wesoły jednego dnia, wszystko grało, następnego płakał, wszystko się mu zawalało, z niczym nie umiał sobie poradzić. Gdy pytałam, co się stało, mówił, że nic, zamykał się w sobie. Ja się oczywiście starałam pomóc, ale na darmo. Przez kilka dni nie odzywał się do mnie, był obrażony. Ja płakałam, bo nie umiałam mu pomóc, a on nie chciał dać sobie pomóc. Nagle mu przechodziło i jak gdyby nic wszystko wraca do normy, jest ok, za kilka dni to samo. Ja mam już dosyć tego, ciągle płaczę i chowam się po kątach, boję się zawsze, kiedy wraca, jaki będzie miał humor, czy się będzie czepiał o byle paproch, czy będzie zadowolony... Najgorsze jest to, że mamy synka i on na to patrzy, jak jego tata jest nieustabilizowany, ma ewidentne problemy emocjonalne. Kłócimy się często, a raczej on krzyczy na mnie i obraża się o błahostki. Rwę sobie włosy z głowy, żeby było dobrze, ale on się wcale nie stara, czuje się najważniejszy i wcale mnie nie docenia, nie widzi, jaka jestem nieszczęśliwa, a on popaprany - przepraszam, ale taki jest, a ja już sobie z tym nie radzę, czasem chcę się zabić, żeby już było lżej, ale mam dla kogo żyć (dla synka 4-latka). Chciałabym go zostawić, ale się boję, że się zabije. Że syn się źle wychowa bez ojca... Zawsze to ja przepraszam i pierwsza wyciągam rękę, choć nie z mojej winy doszło do kłótni, dla świętego spokoju, żeby było w miarę normalniej, ale jak tak długo można żyć, to bezustanna męka. Od 3 lat tak jest, nawet coraz gorzej. Kiedyś krzyczał, teraz wszystko ma gdzieś, gdy przyjdzie nagle ten jego "stan", to nic się nie liczy, że np. dziecko ma jechać do lekarza czy ma przyjść elektryk. Jak proszę o pomoc czy radę, słyszę tylko: "rób, co chcesz", a ja muszę na łeb na szyję załatwiać dojazd do lekarza... Nie wiem, co robić. To jakby dwie osobowości. Zakochałam się w kimś zupełnie innym, nie radzę sobie... KOBIETA, 23 LAT ponad rok temu